Prof. Chris Cieszewski: białe plamy na zdjęciu z 5 kwietnia to nie był śnieg

CieszewskiZauważyliście jak cicho się zrobiło w mediach nt. prof. Chrisa Cieszewskiego, którego analiza zdjęć satelitarnych terenu „Katastrofy Smoleńskiej” była ograniczona w mediach tylko do słynnej „brzozy”. A przecież jego raport niewiele lub nic o brzozie nie mówił, natomiast dość szeroko analizował tajemnicze białe plamy na miejscu tragedii, które były już widoczne na zdjęciach z 5 kwietnia, czyli na kilka dni przed zdarzeniem.

Zdjęcia satelity meteorologicznego, które wykorzystał prof. Cieszewski, jak dowód są nie do odrzucenia i nie do obalenia, więcej – jest to chyba najbardziej obiektywny dowód w tej sprawie. Ponieważ wnioski idące z analizy profesora idą bardzo daleko w stronę mordu pasażerów i załogi na innym terenie niż lotniska, to cisza medialna daje powód do obawy, że nie tylko komisje śledcze, politycy, eksperci wszelkiej maści, ale i media, są umoczone w wielką antypolską konspirację.

Na zarzuty, że analiza profesora i jego zespołu zdjęć jest tylko jednym z możliwych wariantów, a bardziej prawdopodobnym jest możliwość wystąpienia w miejscu białych plam śniegu, który przypadkowo znalazł się tam gdzie się wydarzyła „katastrofa”, profesor wystąpił z obszernym i doskonale udokumentowanym opracowaniem pt. „ANALIZA ZDJĘĆ SATELITARNYCH CELEM DETEKCJI WYDARZEŃ ANTROPOGENICZNYCH”, które bezsprzecznie urywa dyskusję na ten temat. Metodologia naukowa, którą się posłużył profesor, podobnie jak w poprzednim opracowaniu, nie pozwala na jakiekolwiek podejrzenia o manipulacje czy fantazjowanie.
Profesor bowiem porównał zdjęcia z 5 i 11 kwietnia 2010 roku czyli z okresu sprzed i zaraz po „katastrofie” ze zdjęciami tego terenu z innych lat.

Pozwolę sobie zacytować wnioski z tego opracowania. Rozmiar zdjęć został nieco zmodyfikowany do rozmiarów potrzeb niniejszego artykułu. Wytłuściłem też istotne, moim zdaniem. fragmenty.

Prof. Chris Cieszewski „ANALIZA ZDJĘĆ SATELITARNYCH CELEM DETEKCJI WYDARZEŃ ANTROPOGENICZNYCH”, fragmenty.

Rys 9

Rys.9. Zestawienie zdjęć satelitarnych z 5 (gora) i 11 (dol) kwietnia, 2010, w celu potwierdzenia hipotezy ze białe plamy na wrakowisku zdjęcia z 5 kwietnia (pomarańczowe kontury) zmieniały się w czasie (dol) tak samo jak inne większe białe plamy (czarne strzałki) na tym zdjęciu.

5. WYNIKI

Wyniki porównania wyselekcjonowanych większych białych plam na zdjęciach satelitarnych z 5 kwietnia 2010 z ich śladami na zdjęciu z 11 kwietnia (Rys. 9) nie pozwalają na potwierdzenie hipotezy, że te białe plamy z 5 kwietnia na przyszłym wrakowisku zachowywały się tak samo jak inne większe plamy śniegu w tym samym czasie w tej okolicy.

Plamy te na wrakowisku pomimo największego rozmiaru, tj. hipotetycznie największej ilości śniegu, kompletnie znikły bez żadnego śladu na zdjęciu z 11 kwietnia. W tym samym czasie inne większe plamy śniegu ciągle istniały w postaci kurczącej się powierzchni z pozostałościami śniegu. Takie zachowanie można by tłumaczyć pożarem, gdyby na całej tej powierzchni był pożar, ale podobno takowego nie było. Ponadto trzeba zauważyć, że jeżeli w dniu 5. kwietnia w tym miejscu byłby śnieg, to byłyby to największe połacie śniegu w całej okolicy. A więc najdłużej topniejące. I śnieg ciągle musiał by tam być w momencie kontaktu samolotu z ziemią w dniu 10 kwietnia. Obecność śniegu na miejscu rozbicia samolotu zwiększyłaby poślizg samolotu po powierzchni ziemi i przedłużyła drogę jego hamowania. Tym samym zmniejszyło by to również zniszczenie kadłuba samolotu. Jednakże te stwierdzenia zdają się zaprzeczać stanowi faktycznemu. Samolot ten „zatrzymał się” w 60 tysiącach kawałków na odcinku około tylko trzech i pół długości samolotu. Jest to bardziej zbliżone do lądowania samolotów wojskowych na lotniskowcach z pomocą kablowego hamowania lub do opadania porozrywanych części samolotu po wybuchu, niż do możliwej drogi poślizgu samolotu po śniegu.

W drugim etapie badań, w którym szukano stanu zbliżonego do sytuacji z dnia 5 kwietnia 2010, nie udało się znaleźć odpowiednich zdjęć, które byłyby analogiczne do zdjęcia z tego dnia i wykazywały by, że w okresie niemalże bezśnieżnym obecność dużych połaci śniegu w miejscu rozbicia samolotu dałaby się wytłumaczyć specyfiką tego miejsca. Dwa zdjęcia pokazane wcześniej w pkt. 3 – z kwietnia 2008 (Rys. 4) i 2009 (Rys. 5) – przedstawiały sytuacje niemalże identyczną do zdjęcia z 5 kwietnia 201o [do zdjęć odsyłam do oryginalnej publikacji prof. Cieszewskiego, link poniżej artykułu, M.P]. Generalnie zdjęcia te miały nieco mniejsze ilości śniegu, niż zdjęcie z 2010 roku, choć zawierały one znaczne ilości śniegu dalej na północ od lotniska poza obszarem zainteresowania niniejszych badań. Wskazywało to na fakt, że zaleganie śniegu w miejscach predysponowanych do tego ciągle było możliwe.

Wyniki tego etapu badań sugerowały, że miejsca rozbicia samolotu gdzie 5 kwietnia występowały duże białe plamy, nie były specjalnie predysponowane do akumulacji śniegu. Nie jest to jednakże dowód na to, że miejsca te nie mogły być bardziej predysponowane do akumulacji śniegu niż okolice, gdyż te zdjęcia satelitarne były pobierane tam sporadycznie i nieregularnie, a w tych dwóch przypadkach były one pobrane w czasie, gdy już śniegu prawie w ogóle nie było dookoła lotniska. W związku z tym na podstawie zdjęć satelitarnych z 5 kwietnia 2008 i 25 kwietnia 2009 należy mięć wątpliwości, czy miejsce rozbicia samolotu ma specjalne predyspozycje do wyjątkowo dużej akumulacji śniegu, ale też wyłącznie na ich podstawie nie można tego kompletnie wykluczyć, choć te zdjęcia sugerują że taki stan rzeczy jest mało prawdopodobny.

W trzecim etapie badań były analizowane zdjęcia zimowe z lat 2010, 2005, i 2003 z miejsca rozbicia samolotu ze szczególnym uwzględnieniem poligonów śniegu, które są przedmiotem niniejszych badań. Celem tego etapu było sprawdzenie, czy hipoteza, że miejsce występowania białych plam na wrakowisku mogło być szczególnie predysponowane do kumulowania dużych ilości śniegu. Sprawdzenie to, przeprowadzono na podstawie badań zimowych zdjęć analizując, czy miejsca te mają większe ilości śniegu niż okolice. Niestety, wyniki tychże badań wskazują, że to miejsce, gdzie była biała plama o największych rozmiarach i gdzie znalazły się później największe części samolotu, nie miała tendencji do kumulowania śniegu na żadnym z analizowanych zdjęć. Co więcej, że miejsce to było nawet mniej podatne na taką kumulację, niż inne okolice lotniska, co ilustruje Rys. 10. [do zdjęcia odsyłam do oryginalnej publikacji prof. Cieszewskiego, link poniżej artykułu, M.P]

Analiza miejsc innych mniejszych białych plam wskazuje, że na trzy zdjęcia satelitarne z trzech różnych lat w dwóch przypadkach nie były one pokryte śniegiem, a tylko w jednym przypadku całkowicie lub częściowo pokryte śniegiem.

Podsumowując te wyniki – należy odrzucić hipotezę, że poligony analizowanych białych plam widocznych na zdjęciu z 5 kwietnia, a jednocześnie stanowiących w dniu 10 kwietnia 2010 miejsce zgromadzenia szczątków wraku samolotu, były w jakimkolwiek stopniu bardziej podatne na kumulacje śniegu, niż inne okolice lotniska. Wręcz odwrotnie – można przyjąć hipotezę, że te miejsca były w przeszłości mniej predysponowane do kumulowania śniegu, niż inne okolice lotniska.

Dalsze badania tego tematu powinny uwzględniać również charakter kształtów i numerycznych sygnatur tychże białych plam. Do zapewnienia obiektywności badań tego typu potrzebne są:

1) numeryczna wycena stopnia pokrycia się białych plam z miejscami rozrzutu szczątków samolotu,

2) analiza potencjalnych cieni rzucanych przez te białe plamy,

3) analiza porównawcza wartości numerycznych sygnatur tych plam w porównaniu z wartościami numerycznymi sygnatur innych białych plam w miejscach naturalnego występowania śniegu na zdjęciu satelitarnym z 5 kwietnia 2010 i

4) analiza porównawcza, z uwzględnieniem istotnych czynników i parametrów, kształtów wszystkich śniego- podobnych białych plam na zdjęciu satelitarnym z 5 kwietnia 2010, w celu wyjaśnienia, czy kształty tych pięciu analizowanych białych plam, podobnych do kształtów chmur typu cumulus, jest istotnie rożny od kształtów innych białych plam w miejscach naturalnych połaci śniegu, które bardziej przypominają kształty chmur typu cirrus i na ogol są wynikiem kombinacji zagłębień terenu i ochronnych formacji roślinności, które odcinają wiatry, a które nie wydają się odgrywać żadnej roli w przypadku tych analizowanych pięciu plam.

6. PODSUMOWANIE I WNIOSKI

Zgodnie z powyższymi wynikami żadne z trzech przeprowadzonych badań nie umożliwia podtrzymania hipotezy jakoby w miejscu rozrzutu szczątków samolotu w trakcie sezonu wiosennego występowała naturalna wyjątkowo bujna akumulacja śniegu, podczas gdy już żadnych podobnych połaci śniegu w całej tej okolicy nie było.

Biorąc pod uwagę:

-wyjątkową zgodność położenia tych poligonów białych plam z rozrzutem szczątków samolotu,
-nietypowe zachowanie się i wygląd tych plam w porównaniu z innymi plamami śnieżnymi w tym samym rejonie i czasie,
-brak obecności jakichkolwiek innych dużych połaci śniegu w tym samym rejonie i czasie oraz
-częstotliwość historycznych zapisów braku relatywnej akumulacji występowania śniegu w tych miejscach,

nie da się wytłumaczyć obecności tych plam jako naturalnego zjawiska występowania śniegu. W związku z tym należy przyjąć, że te plamy są najprawdopodobniej antropogenicznego pochodzenia.

Zgodnie z wynikami niniejszych badań można sformułować trzy przedstawione poniżej końcowe wnioski.

1. W przeciwieństwie do naszego uprzedniego założenia, białe plamy określane wcześniej jako śnieg były jakimś rodzajem sztucznych tworów, które zostały umieszczone w miejscach niepodatnych dla kumulacji śniegu w przeszłości.

2. Nadzwyczajne podobieństwo przestrzennego rozmieszczenia białych plam z przestrzennym rozmieszczeniem szczątków samolotu pozostaje tajemnicą albo być może technologiczną zagadką, gdyż jest praktycznie niemożliwe, by był to tak niewiarygodny zbieg okoliczności. Toteż zjawisko to powinno zostać zbadane.

3. Ustalone fakty, że rosyjskie wojsko przeprowadziło podczas tego samego przedziału czasu jakiś rodzaj manewrów w porcie lotniczym i fakt, że Rosja jest jednym z najbardziej restrykcyjnych państw na świecie, te sztuczne białe plamy musiały być stworzone za wiedzą i zgodą rosyjskich władz, a w szczególności obecnych władz wojskowych, co powinno ułatwić polskim władzom wyjaśnienie, co te białe plamy naprawdę przedstawiały.

Na podst.: https://www.konferencjasmolenska.pl/materialy2/06.pdf

308 comments to Prof. Chris Cieszewski: białe plamy na zdjęciu z 5 kwietnia to nie był śnieg

  • czaro

    Starzy przyjaciele, jest nawet Frasyniuk

    http://grafik.rp.pl/g4a/1220875,673947,9.jpg

  • Ania

    Tworzenie bezmózgowców, czyli kwasek cytrynowy

    Dzisiaj (syntetyczny) kwasek cytrynowy można znaleźć prawie w każdym produkcie spożywczym, który może być przechowywany przez choćby nieco dłuższy czas niż kilka dni Niestety, także niemal we wszystkich produktach spożywczych dzieci i dla niemowląt, czyli w przetworach, które z natury rzeczy powinny być szczególnie dobrze komponowane i które zwykle i tak są kwaśne. Paradoksalnie nawet w produktach gdzie już znajdują się inne kwasy i konserwanty dodaje się kwasek cytrynowy.

    W czym problem?

    Po co i to w takich ilościach producenci dodają kwasek cytrynowy tam gdzie tylko się da, tak że prawie wszystkie przetwory spożywcze leżące na półkach sklepowych?

    W przemyśle kwas cytrynowy jest otrzymywany głównie przez fermentację cukru za pomocą kultur pleśni Aspergillus niger (tą samą, która powoduje szereg chorób m.in. (tę samą, która w organizmach przyczyni się do powstawania nowotworów złośliwych, artrozy stawów, czy zesztywniającego zapalenie kręgosłupa).

    W zasadzie kwasek cytrynowy stosowany jest w celu zapobiegania niepożądanym procesom utleniania, przez co ma przedłużać przedłużają trwałość produktu. w niektórych przetworach jest całkiem przydatny dodatek kwasu, lecz technolodzy mają wszak do wyboru cały szereg różnych tego typu substancji. Sensowne wydawałoby się wykorzystywanie chociażby kwasu askorbinowego, który przecież jest tani w produkcji. Jeśli jednak zadasz sobie trud czytania etykiet to łatwo zauważy, że zamiast pożytecznego kwasu askorbinowego, dodawany jest najczęściej kwas cytrynowy.

    Draństwo niektórych producentów posuwa się nawet do tego, że bezczelnie piszą „naturalny kwasek cytrynowy”. Jest to nie do wiary i warte sprawdzenia na miejscu, jakoże z punktu widzenia finansowego byłoby to dla producenta bezsensowne wytwarzać naturalny kwas cytrynowy, bawiąc się w ekstrakcję cytryn. Byłoby to dziesięć, czy piętnaście razy droższe i chętnie zapoznałbym się z preparatami, które zwierają takowy naturalny składnik.

    Tymczasem, w jednym z instytutów naukowych w USA dokonywano doświadczeń z działaniem kwasu cytrynowego na pracę neuronów w mózgu.

    Stwierdzono, że syntetyczny kwas cytrynowy narusza system przewodnictwa elektrochemicznego w pracy komórek mózgowych. Inaczej mówiąc, jest w stanie z normalnego człowieka zrobić… bezmózgowca.

    Oznacza to ni mniej ni więcej, a dokładnie to, że, kwasek cytrynowy można zastosować jako środek zmieniający reakcje chemiczne w mózgu człowieka w sposób zamierzony.

    Czy aby komuś nie zależy aby z powodów pozaspożywczych przypadkiem nie zależy na tym aby masowo spożywano kwasek cytrynowy?

    Kto i dlaczego przekonał producentów, a zrobił to skutecznie, aby niemal wszystkie produkty „uszlachetniał” dodając kwasek cytrynowy? Zakrawa to na spiskową teorię dziejów, lecz nie można się oprzeć wrażeniu, że owi przekonujący mają interes w tym, aby pospólstwu lasował się mózg.

    http://www.postawnazdrowi…-cytrynowy.html

  • Ania

    Jak tanio i skutecznie uzupełnić w organizmie magnez robiąc z niego dezodorant za 2 zł?

    Jak zrobić oliwę magnezową? Użyjemy na naszą pierwszą oliwkę 1 części chlorku magnezu i 2 części wody. Niektóre przepisy proponują stosunek 1:1, jednak na początek dopóki nasza skóra nie jest przyzwyczajona proponuję zrobić ją nieco słabszą.

    Potrzebujesz:

    100 gram chlorku magnezu CZDA

    200 gram (czyli 200 ml) czystej wody (najlepiej destylowanej, do nabycia na stacjach benzynowych)

    mały garnuszek do podgrzania wody

    plastikową słomkę (lub łyżeczkę z plastiku lub drewna)

    małą szklaną miseczkę lub słoiczek

    pustą dobrze umytą buteleczkę spray

    Otrzymamy z tego 300 ml oliwy magnezowej, można zrobić przepis z połowy składników. Jak nietrudno zauważyć w przepisie nie ma ani grama oliwy! Otrzymany płyn ma jednak konsystencję oliwy, zaś gdy rozsmarujemy go na skórze poczujemy tłustawy poślizg jak po dziecięcej oliwce. Stąd nazwa oliwa magnezowa. Jest to prawdziwie odmładzający kosmetyk piękności!

    Chlorek magnezu wsypujemy do miseczki, wodę destylowaną podgrzewamy by zrobiła się dobrze ciepła i wlewamy do soli. Mieszamy słomką aż dokładnie sól nam się rozpuści. Koniec, gotowe! Studzimy, przelewamy do buteleczki i używamy do woli. Ten kosmetyk najwygodniej aplikować posługując się (najlepiej szklaną) buteleczką z rozpylaczem typu spray, nawet taką po zużytym kosmetyku (oczywiście doskonale umytą).

    Jak stosować oliwę magnezową czyli połączyć przyjemne z pożytecznym?
    Stosowanie oliwy magnezowej to upiększający zabieg kosmetyczny i równocześnie suplementacja cennego pierwiastka jakim jest magnez. A to jest coś co bardzo lubię: typowe połączenie przyjemnego z pożytecznym czyli lepiej być nie może!

    Wykorzystując fakt, że chlorek magnezu jednocześnie jest silnym środkiem przeciwzapalnym i działa antyseptycznie, oto do czego możemy w związku z tym na co dzień stosować oliwkę magnezową:

    1. Jako skuteczny dezodorant mineralny – nie tylko absolutnie eko i całkowicie nieszkodliwy (w przeciwieństwie do tradycyjnych dezodorantów z drogerii napakowanych rakotwórczą chemią), ale jeszcze przy tym mający ten wybitny plus, że dostarczający cenne jony magnezu. Jak dla mnie – absolutna bomba!
    za: http://www.akademiawitalnosci.pl/wp-content/uploads/2013/04/akademia_logo_21.png

  • Ania

    Jeszcze raz chlorek magnezu ( delbet) i rwa kulszowa.

    „Jak Roztwór DELBET pokonał mój ból?
    Środki lecznicze – Suplementacja
    „Mam teraz 61 lat. Przed 10 latami pojawiły się pierwsze silne bóle lędźwiowe. Diagnoza le-karska-zwapnione wyrostki kręgowe- popularnie nazywane „dziobami papugi”. Niestety brak skutecznych metod leczenia tego schorzenia można jedynie ulżyć w bólu poprzez zażywanie silnego środka przeciw bólowego – Ketonal.
    Jak „Roztwór DELBET” pokonał mój ból (historia choroby i powrotu do zdrowia Ojca Beno J.Schorr z Zakonu Jezuitów w San Paolo w Brazylii – prof. Fizyki Chemii i Biologii)
    „Mam teraz 61 lat. Przed 10 latami pojawiły się pierwsze silne bóle lędźwiowe. Diagnoza lekarska -zwapnione wyrostki kręgowe- popularnie nazywane „dziobami papugi”. Niestety brak skutecznych metod leczenia tego schorzenia można jedynie ulżyć w bólu poprzez zażywanie silnego środka przeciw bólowego – Ketonal. Mijały lata. Coraz bardziej dokuczał mi ból prawej nogi. Patrząc wstecz pamiętam, jak ból nasilał się, gdy wstawałem rano. Tak bardzo dokuczliwe było mrowienie wzdłuż całej nogi aż do stopy. Ból nieco malał, gdy wstawałem i chodziłem. Było to wynikiem ucisku wyrostków na 3 kręg lędźwiowy. Odprawiając poranną mszę, starałem się w miarę możliwości jak najczęściej siedzieć. To było bardzo uciążliwe.
    Byłem zaangażowany jako specjalista do budowy systemu radio-telefonicznego na małej wysepce Harajdo. W latach 70-tych zdecydowałem się na wyjazd, którego wielokrotnie odmawiałem ze względu na stan zdrowia, będąc przekonany, że na tej wyspie „wiecznej wiosny” odzyskam zdrowie. Niestety, ból zwyciężył. Musiałem wrócić do Florianopolis . „Dzioby papugi” dokuczały coraz bardziej. Zalecono mi serię ultradźwięków. Efekt? Niestety – żaden. Nie mogłem spać na plecach. Jedyna pozycja, w której ból był do zniesienia to była pozycja siedząca na twardym krześle. Nieraz zasypiałem i spadałem z tego krzesła. Poszukując „wygodnej” pozycji do przespania, znalazłem jedyną – embrionalną, zwinięty w kłębuszek, jak przysłowiowy kotek. Ból nasilał się. Nie czułem ulgi w żadnej pozycji. Ani stać, ani chodzić, ani siedzieć. Prosiłem Boga o ulżenie w cierpieniu, choć wiedziałem , jak On cierpiał na krzyżu. Ale ja jestem tylko szarym człowiekiem. Zdesperowany, pojechałem do Porto Alegre na Kongres Naukowy Jezuitów. I tu – chyba dobry Bóg mnie wysłuchał – spotkałem Ojca Juarez, który widząc moje cierpienie zasugerował mi prostą terapię o skuteczności roztworu chlorku magnezowego – Roztworu Delbet-opisanym w książeczce Ojca Puig- Ojca Jezuity – którego matka cierpiała na taką samą do-lepliwość co ja.

    Czyżby „banalny” Roztwór Delbet” – chlorek magnezowy miał ulżyć moim cierpieniom, podczas gdy medycyna była bezsilna? No cóż, nie miałem nic do stracenia prócz nadziei. Wróciłem do Florianopolis i rozpocząłem kurację.
    Zażywałem 1 dawkę rano i wieczorem. Zacząłem być coraz bardziej sprawny. Po 20 dniach kuracji obudziłem się nie „połamany” i obolały. Jednak przy chodzeniu ból nadal dokuczał. Po 30 dniach – o cudzie! – mogłem wyciągnąć się w łóżku bez bólu. Po 40 dniach odczuwałem przy chodzeniu jedynie lekki ciężar w nodze, ale o bólu mogłem już tylko zapomnieć. Po 10 miesiącach mogę zginać się jak „wąż”!!!. Chlorek magnezowy wypłukał wapń, likwidując „dzioby papugi”i umieścił go w odpowiednim miejscu organizmu. Mój puls, który był dotychczas na poziomie 40 uderzeń na minutę wrócił do normy. Badania krwi nie wykazują wysokiego poziomu wapnia. Krew stała się bardziej płynna. Zniknęły dręczące mnie dotychczas kolki wątrobowe. Pytano mnie, co mnie tak odmłodziło? Stałem się jak dawniej sprawny i pełen życia, którego radość odzyskałem .Spotykałem później wielu ludzi cierpiących jak niegdyś ja. Byłem tak szczęśliwy, że mogę im pomóc. Do Zakonu Jezuitów, w którym służę przychodziły całe wycieczki.
    Tu uzyskiwali pomoc cierpiący na artretyzm, zwapnienia kości i żył. Przekazywałem im wiedzę, którą uzyskałem od Ojca Juareza. Wyjaśniałem , że chlorek magnezowy przyjmowany w postaci „Roztworu Delbet” zrównoważa poziom minerałów w organizmie, które są jego „duszą”. Wyjaśniałem jego funkcję eliminacji kwasu moczowego z żył oraz zwapnień w arteriach żylnych, oczyszczania krwi, właściwego „odżywiania mózgu”, a co za tym idzie – opózniania starzenia się organizmu.Po 40-tym roku życia nasz organizm – naturalną koleją losu – coraz częściej przysparza nam problemów bólowych. Aby wejść w lepszej kondycji w „Drugi Wiek” życia, niezbędnym staje się wzbogacić nasz organizm w magnez, którego wspaniałym źródłem może okazać się mój „Wybawiciel „ – chlorek magnezowy w postaci „ Roztworu Delbet”.
    Zgodnie z przekazanymi mi zaleceniami , preparat powinno się przyjmować:

    od 40 – 50 lat – pół dawki dziennie
    od 50 – 70 lat – 1 dawkę rano
    powyżej 70 lat – 1 dawkę rano i 1 dawkę wieczorem
    Jak przygotować „Roztwór DELBET” ? Należy rozpuścić zawartość butelki 33,3 g chlorku magnezowego w 1 litrze niegazowanej wody .Roztwór przechowuje się w szklanej butelce.1 dawka…

    • Ania

      1 dawka = 100 ml roztworu

      Tylko czy w takiej dawce nie będzie miał działania przeczyszczającego, nie jestem pewna.
      Dawkę można zawsze przepołowić i brać dłużej, albo stopniowo dochodzić do pełnej dawki.
      Przy okazji : delbet jest pieknie żółciopędny.

      • Myśląca Gaja

        Chlorek magnezu sam w sobie jest słabo przyswajalna formą. Podaje się, ze jego biorecencja wynosi ok. 15%. Ale jedynie w tej formie działa przeciwzapalnie oraz wpływa na sekrecje HCl, co przy niedokwaśnosci żoładka ma duże znaczenie.

        Roztwór chlorku magnezu w dawce 100 ml?doba nie zażywa się jednorazowo, a najlepiej w dawkach po 50 ml. Zasada jest taka, że czym mniejsza dawka, tym wyższa wchłanialność. Ponadto ów roztwór rozrabia się z wodą zakwaszona sokiem z cytryny lub w soku owocowym. Ważne jest, aby srodowisko było kwaśne, gdyż w przeciwnym razie zostanie upośledzona wchłanialność. Brak odpowiednio kwaśnego środowiska żoładka rózniez negatywnie wpłynie na jego przyswajalność. Generalnie niedokwaśność żoładka zabyrza nie tylko trawienie, ale równoiez wchłanianie, w tym witamin i mineralów.

        Zwapnienia w organizmie wyprowadza witamina K2-MK7 (nattokinaza) podawana wraz w D3 i cynkiem. Swego czasu rozpisywano sie na ten temat w USA, gdzie przy uzyciu K2 wyleczono B. Clintona z miażdżycy. Przeczyszczono jemu tętnice niczym drucianką 🙂

        Menachinon MK-7, generalnie ma za zadanie przetransportowanie złogów wapniowych z tkanek do kości, zatem może poradziłby sobie także z tymi zwanymi „dzioby papugi” 🙂

        • Ania

          Znasz lepiej przyswajalną formę ?
          Podaj jaką.

        • Peryskop

          Billowi C. udrażniała przyswajalna Monica L.

        • greg2014

          cytrynian magnezu..

        • Myśląca Gaja

          @Billowi C. udrażniała przyswajalna Monica L.

          Jakie zwapnienia takie udrażnianie 🙂
          Najważniejsze ze pomagało, a i zaordynowana forma terapii odpowiadała Billowi, ale zapewne i inni panowi równiez by nia nie pogardzili.

          Ale wracając do chlorku magnezu warto wiedzieć, że jest unikalna formą działajaca przeciwzapalnie i przeciwbólowo. Nie każdemu odpowiada specyficzny smak gorzko-słony, ale przy stanie zapalnym komórek okładzinowych żoładka jest wręcz niezastąpiony. Bedąc przy żoładku należy mieć na uwadze, że cytrynian magnezu będąc zasadą negatywnie oddziałuje na pH żoładka podnosząc je, a przy codziennym (kilka porcji) jego podawaniu działa niczym neutralizator soku żoładkowego. To juz po miesiącu-dwóch doprowadzi do mdłości, zaniku łaknienia, kłopotów gastrycznych (wdęcia, gazy, bulgotanie w jelitach).

          Na marginesie, charakterystycznym objawem dla stanu zapalnego okładzin żoładka jest kłucie w lewym podżebrzu (szczególnie w pozycji siedzącej, zanika podczas leżenia), co często jest mylnie kojarzone z trzustką lub śledzioną, a w rzeczywistości dotyczy dna (mylna nazwa, bo dno jest u góry) lub trzonu żoładka. Niewielu lekarzy o tym wie stąd poszukiwanie przyczyny zupełnie gdzie indziej niz ona jest.

          Najbardziej przyswajalne są sole organiczne (ok. 90%), takie jak: jabłczan, mleczan, cytrynian.

          W opisanej historii czytamy:
          >Chlorek magnezowy wypłukał wapń, likwidując „dzioby papugi”i umieścił go w odpowiednim miejscu organizmu. Mój puls, który był dotychczas na poziomie 40 uderzeń na minutę wrócił do normy. Badania krwi nie wykazują wysokiego poziomu wapnia. Krew stała się bardziej płynna. Zniknęły dręczące mnie dotychczas kolki wątrobowe.<

          Chlorek magnezu nie posiada możliwości wypłukania złogów wapniowych z tkanek -może jedynie zadziałac przeciwzapalnie zatem i przeciwbólowo. Wypłukiwaniem, a raczej transportowaniem depozytów wapnia znajdujących się poza kośćmi zajmuje się wit. K2, a do tego w najkorzystniejszej wersji, czyli MK-7 (inne oznaczenie MQ-7). Puls podniósł sie, bo spadło cisnienie krwi. Puls zawsze powiązany jest z cisnieniem tetniczym; im niższe tym wyższy puls i odwrotnie (taki mechanizm obronny organizmu).

          To, że krew stała się bardziej płynna, a w wynikach spadło stężenie wapnia, to nie jest dowód na wyprowadzenie wapnia z krwiobiegu do kości. Niestety to jest konsekwencja antagonizmu magnezu względem wapnia. Przy dużych dawkach nastepuje uposledzenie wchłaniania wapnia, zatem organizm go nie absorbuje mimo podaży w pozywieniu -wydalanie Ca z moczem. Spadek miana wapnia w krwiobiegu przekłada się na spadek krzepliwości krwi (im wiecej wapnia tym wyższa krzepliwość i odwrotnie).

          Zaś kolki wątrobowe zniknęły, gdyz chlorek magnezu pozytywnie wpływał na sekrecję soli żółciowych więc w pęcherzyku żółciowym pojawiła sie poprawna wymiana żółci.

          Nie wszyscy wiedzą, że wapń ma dwie swoje twarze: występuje w formie organicznej i nieorganicznej. Do tej pierwszej zalicza się wszystko, co zawiera wapń, ale nie jest przetworzone. Znajdziemy go w surowych warzywach, owocach, surowych nasionach sezamu czy niebieskiego maku. Niestety każda forma przetworzenia powoduje, że z wapnia organicznego przekształca sie on w nieorganiczny, który zamiast budowac kości wyciąga z nich wapń. Stąd tak dużo osób ma kłopoty z wieloma chorobami za którymi stoi nieorganiczny wapń. Wystarczy warzywa zagotowac w zupie, aby wapń organiczny przekształcił sie w nieorganiczny …

          Jak widać z powyższego, ludzki organizm to system naczyń połaczonych. Najkorzystniej byłoby w ogóle nie korzystać z suplementacji, ale wygląda na to, że w dzisiejszych czasach jest to juz niemozliwe.

          Patrząc na korzyści i skutki uboczne chlorku magnzezu (niska przyswajalność), to i tak wypada najkorzystniej względem innych form magnezu. Wystarczy dawke dobową podzielic na 4 częsci (po 25 ml) aby osiagnąc 75% przyswajalnośc, dokładając do tego B6 + kwaśne srodowisko.

  • greg2014

    ”Lorrin Kain – ofiara szczepień
    Posted on 13/04/2015 by astromaria
    UWAGA! Bardzo drastyczne, jeśli masz słabe nerwy nie oglądaj tego materiału!

    W ostatnim czasie rośnie nacisk ze strony władz (rządy są obecnie w całości pod kontrolą korporacji), żeby ludzi przymuszać do szczepienia dzieci siłą. Takie przypadki jak poniższy stają się coraz częstsze, ale nieszczepiących nazywa się zabobonnymi hamulcowymi postępu naukowego, zagrożeniem dla zdrowia publicznego i rozsiewnikami groźnych bakterii i wirusów. Dzieci umierające po szczepieniu wrzuca się do worka z napisem „śmierć z nieznanych przyczyn”, a związek szczepienia ze zgonem określa się jako „przypadkową korelację”.”

    https://youtu.be/WjRFj19NaXQ

    bez komentarza…